Kategorie: Wszystkie | BULWA | NAĆ
RSS
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Moja nieobecność na blogu przedłużyła się tak bardzo, że przy ostatnim logowaniu musiałam zastanowić się, jakie jest hasło! Niestety, ilość obowiązków przerosła moje oczekiwania i końcówka roku była intensywna. Ale mamy styczeń: czas na podsumowania i czas na plan noworoczny.

Zbliżam się do pierwszej rocznicy mojego nowego wegańskiego życia. Jak minął ten rok? Bardzo twórczo! W styczniu 2013 miałabym zdecydowany problem w zdefiniowaniu siebie i swojego weganizmu. Dopiero teraz widzę, jak moja percepcja się zmieniła, jak wiele zmian zaszło w moim otoczeniu. Codziennie odkrywam nowe zmiany. Robienie zakupów już nie jest takie samo. Jabłko pachnie bardziej jabłkiem; ślinię się na widok jarmużu jak kiedyś na czekoladę; wiem, że topinambur to nie nazwa pokemona. Dzięki weganizmowi poznałam wiele wspaniałych osób, a także byłam w wielu oryginalnych miejscach i na ciekawych wydarzeniach. Poznałam tysiące różnych wegańskich punktów widzenia i setki przepisów kulinarnych. Przeczytałam przez ten rok więcej książek niż przez ostatnie 5 lat!

Rok to nadal bardzo krótko. Na pewno za krótko. Jeszcze długo nie będę czuć się specjalistką. Wiem, że nadal zdarza mi się popełniać błędy bądź wpadać w pułapki, których na laika czyha mnóstwo. Weganizm to totalne przeformatowanie. To nie tylko zmiana sposobu odżywiania, ale też zwracanie uwagi na odpowiednie kosmetyki, ciuchy, chemię, leki. Nie chcę tutaj nikogo zniechęcać. Wręcz przeciwnie: będę uparcie i nieprzerwanie powtarzać, że TAK – warto i TAK – to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. Jednak nie popadajcie w paranoję w okresie przejściowym. Nie dramatyzujcie, kiedy odkryjecie, że margaryna roślinna nie jest margaryną roślinną, że leki powlekane są żelatyną, że wegańskość bułki kajzerki wcale nie jest oczywista, że gorzka czekolada niekoniecznie musi być bez mleka. Ważne, żeby mieć wsparcie. Ja na jego brak nie narzekam! Poznawanie weganizmu „w parze” jest niezłą frajdą. Potrafimy uczyć się czegoś od siebie nawzajem. Nadal odkrywany nowe interesujące fakty, a wiele jeszcze niedawno kompletnie nieznanych terenów staje się naszą pasją. Przez cały czas wspierają nas nasze rodziny – co mnie ogromnie cieszy, bo moje doświadczenia z przechodzeniem na wegetarianizm nie były już tak pozytywne.

Nowy rok i nowe cele. Jakie na 2014? Jest ich sporo. Powstają nowe inicjatywy, w które staram się angażować. Zachodzą też rewolucje w diecie. Blog od nowego roku będzie blogiem wegańsko-bezglutenowym, a przynajmniej będę się starać, żeby taki był. Chcę, żeby cukier wpadał tu tylko gościnnie. Blog już nie będzie się skupiał tylko na stronie kulinarnej. Nie wiem, ile z tych planów uda mi się zrealizować, ale jestem pełna pozytywnych wegańskich myśli! 

Tagi: weganizm
22:43, ajlonas , BULWA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 sierpnia 2013

Dziś o 18:00, Skałki Twardowskiego, Kraków, Ognisko i wegańskie jedzonko :)

 

ognisko wegańskie

 

 

Linki do wydarzenia na fc:


https://www.facebook.com/events/701412123209159/710495828967455/?notif_t=plan_mall_activity

 ognisko wegańskie

 

Do zobaczenia na miejscu :)

 


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Sierpień lubię za wiele rzeczy. Za sezon urlopowy; za długi weekend; za to, że mam wtedy imieniny; za słońce. Ale najlepsze, co może być w sierpniu to: SEZON NA PRZETWORY !!!! I staję się wtedy potworem analizującym, co by tu można jeszcze ukisić/przesmażyć/zawekować. Więc wprowadzę was nieco w mój kuchenny horror i podrzucę kilka przepisów, które udało mi się już zrealizować w tym roku (nie chcąc mówić "w zeszłym tygodniu" :)).

 



 

warzywka

 

Zawsze mam jeden podstawowy problem z przepisami na weki: moim zdaniem zawsze jest w nich za dużo cukru i za dużo octu. Więc przekornie rok w rok zmniejszam i zmniejszam proporcje a przetwory jakoś dociągają przez zimę bez jakichkolwiek problemów.

 

Kiszone ogórki

 

ogórki kiszone

  • użyłam około 3 kg średniej wielkości ogórków gruntowych
  • liść laurowy
  • czosnek
  • koper (kwiaty)
  • chrzan
  • ziele angielskie


zalewa:

1 łyżka soli na 1 litr wody

 

 

Słoiki wyparzamy. Układamy bardzo ciasno ogórki, między nie wciskamy przyprawy. Wszystko zalewany gorącą zalewą i szybciutko zakręcamy. Odkładamy w zacienione miejsce. 

 

Kabaczek w zalewie (na ok. 6 słoików po 0,5 l)

 

Kabaczek w zalewie curry

  • 2 kabaczki
  • czosnek - ząbek na każdy słoik
  • cebula - 2 sztuki
  • liście selera.
  • ziele angielskie

zalewa:

woda - 6 szklanek

curry - opakowanie (około 20 g)

cukier - 2 łyżki

ocet jabłkowy/spirytusowy - 1 szklanka (dałam pół szklanki spirytusowego 10 % i pół szklanki jabłkowego 5 %)

 

Kabaczki obieramy, wydrążamy i kroimy na dużą kostkę. Zalewę zagotowywujemy. Do wyparzonych słoików wkładamy cebulę, liście selera. Na to ciasno układamy kabaczki a między nie czosnek i ziele angielskie. Wszystko przykrywamy gałązką selera. Zalewamy wrzącą zalewą i odkładamy w zacienione miejsce.

 

Sos Hinduski

 

Sos hinduski


Przepis wynalazłam w sieci już kilka lat temu - pod tą samą nazwą. Zmieniałam kilka razy proporcje cukru i octu, dodałam paprykę. Sos zawsze wychodzi super i idealnie pasuje do makaronu, ryżu czy nawet na zimno jako dip do nachosów. Idealny dla fanów słodko-kwaśnych smaków.

 

6 kg pomidorów

1,5 kg jabłek wczesnych

9 cebul

5 papryk czerwonych

1 papryczka chili

1 szklanka octu

1 szklanka cukru

6 łyżek soli

3 garście rodzynek z ciemnych winogron

ziele angielskie

liść laurowy

3 łyżeczki cynamonu

1,5 łyżeczki gorczycy mielonej

 

Jabłka, pomidory obieramy ze skórki (najlepiej wcześniej je sparzyć). Pomidory, jabłka, paprykę i cebulę gotujemy przez około 1 h do 1,5 pod przykryciem, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie dodajemy resztę składników i gotujemy jeszcze około 30 minut. Po tym czasie sos przekładamy do wyparzonych słoików, szybko zakręcamy i odwracamy wieczkiem do dołu. Tak zostawiamy do całkowitego ostygnięcia (najlepiej na noc). Gdy już ostygną sprawdzić, czy każdy słoik się "zassał". Jeśli któryś ze słoiczków nie jest szczelny to najlepiej go spasteryzować, albo skonsumować :)

 

 

I na koniec: poniżej owoc naszych ostatnich zakupów na Placu Imbramowskim (Kraków). Nic tylko skomentować: "Co ci weganie jedzą ? Samą sałatę?" :)

 

Stół warzyw

 

 

 

 

 

 

No i stało się. Zmiany, zmiany, zmiany. A w nowe otoczenie najlepiej wkupić się ciachami. Ale nie byle jakimi! Nie wiedziałam, kto będzie się częstował więc wybrałam przepis bez cukru i bez mąki. Jedyne ryzyko, jakie podjęłam to wybór karobu zamiast kakao. Efekt końcowy był bardzo ciekawy i  - o dziwo – bardzo słodki :). Choć wielkim fanom sacharozy radzę jednak dosłodzić :).

 

ciastka karobowo-jaglane

 

Ciastka karobowo-jaglane

Składniki:

 

  • 350 g (torebka) kaszy jaglanej
  • Migdały – szklanka
  • Figi suszone – 6 sztuk
  • Banany – 2 duże bardzo dojrzałe
  • Karob- 3 łyżeczki

Opcjonalnie:

  • Cukier – do smaku
  • Rodzynki – do smaku
  • Daktyle suszone – do smaku

 

Kaszę jaglaną gotujemy według przepisu z opakowania. Studzimy. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Migdały mielimy (w moim przypadku młynkiem do kawy :)), banany „ugniatamy” widelcem na masę. Figi (i rodzynki lub suszone daktyle – co tylko lubicie lub co tylko macie w kuchni) kroimy na małe kawałki. Wszystko razem łączymy, dodajemy karob i mieszamy. Lepimy kulki i spłaszczamy, układamy na papierze do pieczenia (może być lekko zwilżony olejem). Pieczemy około 20 minut. Smacznego :)

 

 ciastka z kaszy jaglanej

 

Dzisiaj pokonałam rowerem 30 km miejskiej części Krakowa – czyli podróż Ruczaj-Huta plus powrót mogę uznać za udaną. Tym bardziej, że w Kombinatorze udało się dorwać jabłkowe ciacho Wegannerd :). Niech żyje rowerowa niedziela!

piknik

środa, 24 lipca 2013

No i moja wirtualna nieobecność dobiegła końca. Myślałam, że podczas urlopu będę tęsknić za klawiaturą  - nic bardziej mylnego! Odnoszę wręcz wrażenie, że dosyć długo odkładałam moment wciśnięcia magicznego Power. A mimo, że laptop towarzyszył nam na urlopie – jego funkcja ograniczyła się tylko do wirtualnej mapy i informacji turystycznej. I jestem z tego dumna.

 mazury

Mazury. Pierwszy raz miałam przyjemność poznać ten piękny zakątek Polski. I pierwszy raz wyjechałam na wegańskie wakacje. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale żeby aż tak ? Wybraliśmy Giżycko, jako bazę noclegową, z jednego powodu – większe miasto to więcej sklepów, restauracji, punktów gastronomicznych itp. Niestety – jedyną alternatywą dla nas okazały się frytki i sałatka w jednej (!) portowej restauracji. Przy czym cena oczywiście kosmiczna. Nawet w jednej z pizzerii Pani z obsługi była na tyle miła i poinformowała nas, że w cieście do pizzy jest jajko. W kawiarniach, w pewnym momencie już przestaliśmy nawet pytać o mleko roślinne. Miłym zaskoczeniem w Giżycku była możliwość zamówienia oryginalnych herbat w kubku na wynos (koszt 7 zł ). Za to w Mikołajkach, w restauracji portowej U hamera, dostaliśmy pieczone ziemniaki, surówki i gotowane warzywa. Do tego cena była naprawdę przystępna – biorąc pod uwagę ilość i jakość jedzenia oraz lokalizację – wręcz zadziwiająco niska. Po kilku dniach żywienia się głównie masłem orzechowym, krążkami ryżowymi i owocami, to była naprawdę super odmiana.

 

Mimo tych wszystkich kulinarnych niedociągnięć warto było zobaczyć Krainę Wielkich Jezior i przełączyć się na offline. Taki kilkudniowy reset, z dala od tłocznego miasta, jest czymś, czego nam było trzeba. Szkoda tylko, że portowe miasteczka przerodziły się w tandetne jarmarki. W alejkach portowych najwięcej widać kolorowych balonów, plastikowych bibelotów i karuzeli. A w tle zamiast szant usłyszymy „Ona tańczy dla mnie” w ilości decybeli przekraczając normę o 3 razy.

Na szczęście wystarczy oddalić się od miasta o kilka kilometrów i przy odrobinie szczęścia – i jeśli komary nas nie zjedzą żywcem  - zdążymy naładować akumulatory na następny zapracowany rok. Zanim jakaś warcząca motorówka wyłoni się zza zakrętu...

 

:) A w drodze w pociągu...:

 

pkp

 

 

 

W drodze powrotnej, w oczekiwaniu na przesiadkę w Warszawie, udało nam się odwiedzić Vegę na alei Jana Pawła. I przeżyłam szok cenowy. Że też w Warszawie można dostać gigantyczny talerz pysznego wegańskiego żarła za 10 złociszy ! W cenie była też woda mineralna. Do tego obsługa dowcipna i atmosfera sympatyczna. Warszawiacy, ależ macie szczęście :)

 

 

I na koniec. Miłe zaskoczenie po powrocie: nasz słonecznik już nie jest tylko długim badylem – awansował na kwiatek ! A na krzaczku pomidora pojawiły się już małe owocki. Jupi !

slonecznik

pomidor



niedziela, 07 lipca 2013

Mini wypad do mamy w rodzinne strony i mam wrażenie, że mój mózg na tyle się wywietrzył z krakowskiego smogu, że zaczął lepiej pracować. Jednak tak spędzony weekend zawsze ma jeden podstawowy minus – kończy się zadziwiająco szybko. Mama jak zwykle rozpieszczała na całej linii – warzywkami, ciachami i lodami. I pozwoliła sobie zabrać krzaczek pachnącej bazylii. :)

 

 

pies

 

 

lilia

 

kury

 

Przyznam się, że kiedy decydowałam się na weganizm, zastanawiałam się jak ja przeżyję lato, kiedy wszyscy w około będą pochłaniać litry lodów a ja będę mogła co najwyżej zjeść okropny przesłodzony sorbet. Teraz, gdy o tym pomyślę, mam wrażenie, że minęły lata świetlne od tych myśli – a to dopiero 7 miesięcy.

 

Weganinie gdzie zjeść lody ?

  1. sorbet – najprostszy sposób. Oczywiście jeśli ktoś lubi przesłodzone sztuczydła. Ja raczej omijam.
  2. naturattiva – w niektórych dużych marketach można spotkać lody wegańskie (sojowe lub ryżowe) tej firmy. Kubełek (750 ml) kosztuje około 20 zł. Lody są pycha i w większych miastach łatwo je zdobyć.
  3. MROŻONE OWOCE ! jakie lody smakują mi najbardziej ? takie, jakie sama zrobię :) Jestem wielką fanką mrożonych owoców a lody hand made są nie tylko pyszne, ale też zdrowe i energetyczne.

 

Lody bananowe:

 

Żeby takie wyczarować potrzebujemy głównie banany i trochę cierpliwości. Banany obieramy, odcinamy końcówki, zawijamy w folię aluminiową (każdy osobno) i dajemy im poleżeć w zamrażalniku. Moje leżakują minimum dobę – podobno dla mniej cierpliwych wystarczą nawet 4 godziny. Po tym czasie wyjmujemy banana/banany z zamrażalnika i dajemy mu odtajać około 15 minut. Po tym czasie miksujemy (np. blenderem) i nasza podstawa do lodów gotowa. Co zrobimy dalej – to już zależy od naszego smaku i inwencji twórczej. Możemy dodać cynamon, rodzynki, orzechy lub inne owoce.

 

1. mrożony banan, cynamon, świeże truskawki, jagody.

 

lody z banana

 

2. mrożony banan i kiwi, świeże mango

 

lody z banana

 

 

 

środa, 26 czerwca 2013

Są takie przepisy, w których zakochuję się od razu i zastanawiam się, jak ja mogłam funkcjonować nie jedząc takiego śniadania czy deseru. Nie wiem, czy tak samo entuzjastycznie podchodzicie do przepisów z kaszą jaglaną jak ja - jeśli nie, to po tym smakołyku na pewno zmienicie zdanie!

Czyli nie ma na tej planecie nic lepszego niż kasza jaglana z jabłkiem, cynamonem i rodzynkami. :)



 

kasza jaglana z jabłkiem, cynamonem i rodzynkamimi

 

 

Przepis jest banalny. Gotujemy kaszę jaglaną. Jabłko (lepiej, żeby nie była to odmiana bardzo słodka) ścieramy na tarce. Jabłko łączymy z ugotowaną, jeszcze ciepłą kaszą, dodajemy cynamon i rodzynki i …pałaszujemy :). Proporcje zależą od waszego indywidualnego smaku – ja lubię, kiedy jest mnóstwo cynamonu i kaszy – jabłka i rodzynek może być mniej.

W niektórych przepisach polecają gotować kaszę na mleku – ja gotuję w osolonej wodzie.

Przepraszam za jakość zdjęć, ale godzina 6. rano to nie jest dobra pora na zdjęcia. Szczególnie, kiedy trzeba wyjść do pracy.

kasza jaglana z jabłkiem, cynamonem i rodzynkami

 

I na koniec. Tak się zabawnie złożyło, że nigdy wcześniej nie miałam przyjemności poznać Mazur osobiście. W lipcu będę mieć okazję - z czego bardzo się cieszę :). Jeśli ktoś z was zna jakieś wegańskie/wegetariańskie (lub przyjazne) miejsca na Mazurach (najlepiej okolice Giżycka) to chętnie je poznam :) Piszcie na: bulwanac@gazeta.pl.

 

A na koniec małe krakowskie info (skopiowane z fc strony wydarzenia, tj: https://www.facebook.com/events/136736323193516/):

"Stowarzyszenie PODGORZE.PL zaprasza na Targ Pietruszkowy na Rynku Podgórskim

Termin: każda sobota od 29.06.2013 do 14.09.2013

Godziny pracy targu: 9.00-14.00

Na stoiskach znajdą Państwo naturalne i ekologiczne produkty wprost od rolników małopolskich. Będzie to też okazja do spotkań i rozmów o sposobach uprawy, jakości jedzenia i nie tylko. W ramach targu funkcjonować będzie również namiot edukacyjny, w którym będą prowadzone warsztaty i wykłady m.in. na temat. sadzenia i uprawy ziół, czytania etykiet produktów spożywczych, ziołolecznictwa, slow food, oczyszczania organizmu, surowej kuchni i hydroponiki. Szczegółowy program najbliższych spotkań zostanie opublikowany wkrótce.

Impreza nawiązuje do organizowanych od sześciu lat Podgórskich Targów Rzeczy Wyjątkowych, a przede wszystkim do długiej tradycji rynku jako placu targowego. Będzie „lokalnie i naturalnie”. Zapraszamy!


Współpraca:

Fundacja Partnerstwo dla Środowiska, Rada Dzielnicy XIII, Krakowska Izba Turystyki, Małopolska Organizacja Turystyczna oraz portal www.potrawyregionalne.pl.


Projekt współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego projektu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.
"


 


 

 


 

 

niedziela, 23 czerwca 2013

"Fundacja Czarna Owca Pana Kota serdecznie zaprasza na spotkanie z Dawidem Karasiem ze Stowarzyszenia EKOSTRAŻ, które odbędzie się 27 czerwca 2013 o godz. 18 w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej na ul. Rajskiej 1 w Krakowie (sala 53).

Czy władze są chętne by brać pod uwagę sugestie dotyczące przeciwdziałania bezdomności zwierząt wysuwane przez NGO prozwierzęce – w końcu specjalistów w swojej dziedzinie? Zdaniem 58% przebadanych organizacji – nie.

55% przebadanych organizacji nie otrzymała żadnego wsparcia od gmin w zakresie swojej działalności statutowej.

Większość organizacji prozwierzęcych, które współpracowały z Inspekcją Weterynaryjną krytycznie oceniały jej udział w prowadzonych wspólnie interwencjach.

69% badanych organizacji zetknęło się w swojej działalności z lekceważącym stosunkiem służb mundurowych w stosunku do ścigania przestępstw przeciwko ochronie zwierząt i udzielaniu pomocy zwierzętom.

Podczas spotkania porozmawiamy nt. współpracy organizacji prozwierzęcych z władzami samorządowymi i służbami mundurowymi, stosunku władz do Trzeciego sektora, o wynikach badania ankietowego organizacji prozwierzęcych dotyczącego stosunku władz do nich, a także zastanowimy się wspólnie jak powinna wyglądać ta współpraca by było lepiej zwierzętom.

Spotkanie poprowadzi Dawid Karaś – filozof, biolog, współzałożyciel Stowarzyszenia EKOSTRAŻ, zawodowo zajmuje się filozoficznymi i biologicznymi podstawami etyki traktowania zwierząt. prowadził wiele zakończonych sukcesami postępowań karnych dotyczących znęcania się nad zwierzętami.

Serdecznie zapraszamy!
"

 

Link do wydarzenia na fc: https://www.facebook.com/events/560970373954988/



 

 

 

 

 

czarna owca pana kota

 

Nie jestem zwolenniczką smażenia w głębokim tłuszczu. Przyznam, że nawet jeśli trzymam się sztywno jakiegoś przepisu, to gdy dochodzi do smażenia to i tak robię po swojemu :) Stąd dziś przepis na samosy- nie samosy, czyli pierożki, które w przepisach pojawiają się najczęściej z białej mąki i smażone w głębokim tłuszczu. Tu będzie nieco inaczej.

 

Ciasto:

2,5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

0.5 szklanki mąki żytniej

1 szklanka wody

Sól - 1 łyżeczka

oregano - 1 łyżeczka

 

Farsz:

Ziemniaki – ok. 6 sztuk

Pietruszka – 2 sztuki

Marchew – 2 sztuki

Groszek zielony – pół szklanki

Cebula – 1 sztuka

Natka pietruszki

Czosnek – 2 ząbki

Kminek – 1 łyżeczka

Imbir – pół łyżeczki

Gałka muszkatołowa - szczypta

Cynamon – do smaku

Kolendra – 1 łyżeczka (suszonych rozgniecionych nasion)

Sól

Gotowa mieszanka Garam masala (opcjonalnie)

Oliwa z oliwek

 

W zależności od wariacji i tego co mam w lodówce, dodaję też: kalafior, seler korzeniowy, brokuł. Najważniejsza jest inwencja twórcza.

 

Składniki na ciasto mieszamy w misce na gładką jednolitą masę – około 10 minut. Gotowe ciasto oprószamy delikatnie mąką, przykrywamy ściereczką i odkładamy na bok.

 

Warzywa na farsz kroimy w kostkę. W garnku na niewielkiej ilości oliwy z oliwek podsmażamy cebulę z czosnkiem. Gdy się delikatnie zeszkli dodajemy marchewki, pietruszki, dolewamy wodę, solimy i dusimy pod przykryciem. Po kilku minutach dodajemy ziemniaki i groszek. Gdy warzywa będą gotowe dodajemy natkę oraz przyprawy i odstawiamy do przestudzenia.

 

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia posmarowanym niewielką ilością oleju.

Ciasto wałkujemy i dzielimy na kwadraty, nakładamy farsz i układamy na blasze. Pierożki kropimy niewielką ilością oleju. Pieczemy w centralnej części piekarnika (bez termoobiegu) około 15 minut (ja zawsze kontroluję stan spieczenia w trakcie pieczenia ). Najlepiej smakują z sosem z soczewicy / ostrym sosem pomidorowym lub z tym, co po prostu lubicie.

 



pieczone samosy

niedziela, 09 czerwca 2013

6 tygodni temu dostałam do ręki przepisy dr Dąbrowskiej z opracowanej przez nią diety oczyszczającej i tym samym 6 tygodni temu mój kulinarny świat stanął na głowie. I co się zmieniło? Na pewno już wiem, że bez kawy i herbaty jednak da się żyć. Przekonałam się – o dziwo – do soków warzywnych, które wcześniej omijałam szerokim łukiem. A skoro Pani Dąbrowska wprowadziła się do mojej kuchni na 6 długich tygodni, to nie może wyjść z niej bez echa.

Dr Ewa Dąbrowska opracowała dietę warzywno-owocową, nazywaną też półgłodówką leczniczą. Stosowana jako okresowa kuracja ma zadanie odtruwające. „Dieta warzywno-owocowa składa się wyłącznie z roślin niskoskrobiowych i niskocukrowych. W porównaniu z tradycyjnym żywieniem dostarcza ona pięciokrotnie mniejszej ilości kalorii (do 800 kcal/dzień) i także białka i węglowodanów, a ilość tłuszczu jest 20 – krotnie mniejsza, dlatego dla organizmu stanowi ona rodzaj głodówki zdrowotnej. W czasie tak restrykcyjnej diety cały metabolizm przestawia się na tory spalania, oczyszczania i regeneracji” (źródło: www.ewadabrowska.pl).

Zdecydowanie się na tę dietę przyszło mi nadzwyczaj łatwo. Niezrezygnowanie z niej wcześniej - nadzwyczaj trudno. Jadłospis jest tak bardzo ubogi w kalorie, że moje funkcjonowanie ograniczało się tylko do pracy, szybkich zakupów i gotowania. Wszelki dodatkowy nieplanowany ruch przypłacałam totalnym zmęczeniem. Ale muszę przyznać – po tej diecie czuję się lepiej, lżej, nie tęsknię za kawą i czekoladą. Dostałam gigantycznego napędu i smaku na zdrowe żywienie i wiem, że tego mi było trzeba.

 

Dzięki tej diecie przekonałam się do soków warzywnych i warzywno-owocowych, wprost z sokowirówki. Naprawdę godne polecenia kombinacje to:

  1. Marchew, burak, jabłko (około: 5 marchewek, 1 burak, pół jabłka)
  2. Marchew, brokuł, jabłko (około: 5 marchewek, pół brokułu, pół jabłka)
  3. Marchew, jabłko, seler naciowy (około: 5 marchewek, 1 jabłko, 1 pęd selera)
    Proporcje zawsze „na oko i na smak”, ale raczej wg zasady: marchewki najwięcej.

 


Dzisiaj minął ostatni dzień wg jadłospisu Dąbrowskiej. Do mojego menu mogły (w końcu !) powrócić ukochane strączki i ziarna. A żeby było bardziej uroczyście :) upiekłam swój pierwszy CHLEB na drożdżach. Spodziewałam się porażki na całej linii, zakalca, spalenizny i płaskiej niewyrośniętej i niedopieczonej brei. A jednak! Chleb wyszedł pyszny i pachnący. Przepis spontanicznie został spisany z kajecika Kasi (którą mocno ściskam i pozdrawiam :)) w piątkowe, zapracowane przedpołudnie.

 

Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie pozmieniała w przepisie. Poniżej moja wersja super chlebka.

 

 

domowy chleb pszenny z ziarnami

 

Chleb pszenny z ziarnami

Ilość na około 3 małe keksówki (o wymiarach 24/12)

 

800 g mąki krupczatki

200 g mąki pszennej pełnoziarnistej

6 łyżek siemienia lnianego

6 łyżek łuskanego słonecznika

0,5 szklanki otrębów pszennych

0,5 szklanki otrębów owsianych

3 łyżki sezamu

2 łyżki pestek z dyni

1,5 łyżki soli

Pół kostki drożdży (50 g)

1 l ciepłej wody

 

Mąkę, ziarna, sól wymieszać. W osobnej misce przygotować ciepłą wodę, rozpuścić w niej drożdże i dodać do mąki. Wyrobić ciasto i odstawić w ciepłe miejsce pod przykryciem na 20 minut. Przygotować keksówki delikatnie natłuszczone olejem rzepakowym. Po 20 minutach jeszcze raz wymieszać ciasto. Przełożyć do form, przykryć i odstawić na 15 minut. Piekarnik nastawić na 220 stopni. Po 15 minutach wstawić keksówki. Piec około 50 minut. Chlebki najlepiej wyjąć z form jeszcze ciepłe i pozostawić do ostygnięcia na drewnianej desce.

 

domowy chleb pszenny z ziarnami

 

I na koniec. Dziś było święto cykliczne. I mimo że nie udało mi się jechać wśród innych krakowskich wielbicieli tego eko-dwukołowca, to dla mnie dzień jak najbardziej udany. Jestem od dziś szczęśliwą właścicielką okropnie srebrnego Herkulesa. Będę grasować na chodnikach, więc strzeżcie się piesi :)

 

 
1 , 2 , 3

bulwa-nac

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl